Dostałam ostatnio zlecenie od rodziny na zrobienie ok 50 mydełek “reklamowych”. Usłyszałam dodatkowo, że:
“Mydła koniecznie mają być na 1 kwietnia i najlepiej w kształcie stodoły.” 😉
Rodzina ściśle związana z  końmi więc mydła też miały być z tej branży…
Moją pierwszą odpowiedzią było, że “się nie da, bo za mało czasu, mydła muszą poleżeć, dojrzeć itd”. Ale, że okazja reklamy i sam pomysł mnie zainteresowały to zaczęłam nad tym intensywnie myśleć.
Foremki w kształcie stodoły oczywiście nie miałam, jedyne zbliżone domki to średniowieczne kościoły a to by raczej nie przeszło ;). Pomyślałam więc sobie, że wykorzystam breloczki z końmi, ze sklepu teściów, spróbuję odbić je w mydle a potem ewentualnie wypełnię mydłem w innym kolorze.
Dodatkowo ponieważ mydła będą rozdawane jako prezenty to pomyślałam sobie, że w  końcu zastosuję masło shea.  Jest teraz modne i jak powiecie, że mydło jest z masłem shea to zaraz wszyscy sobie myślą, że to musi być coś fajnego. Osobiści uważam że dobry smalec ma równie korzystne właściwości dla naszej skóry, a nawet lepsze ale dla wielu ludzi jest to kwestia kontrowersyjna, więc tym razem go pominęłam.
Zastanawiając się nad składem mydła musiałam wziąć pod uwagę dwie kwestie:
Po pierwsze mydło musiało mieć mało wody, żeby szybko dało się je wyciągać z foremki i dwa ma być od razu twarde i zdatne do użytku 😉 (3 tygodnie dojrzewania to max, które miałam).
Drugim problemem była sprawa odbijania koników, które są dość duże powierzchniowo.
Suma summarum zrobiłam mydło w którym jest 60% tłuszczów stałych (olej kokosowy, masło shea i łój wołowy) i 40% tłuszczów płynnych (olej ryżowy). Natomiast wody jest w stosunku do olejów niecałe 20% czyli bardzo mało.
Wszystko zmieszałam w temperaturze ok 50*C i przelałam dość płynne do foremek, żeby je ładnie wypełnić. Włożyłam do zimnego piekarnika, żeby dzieciaki nie dotykały i zaczęłam dumać kiedy powinnam spróbować odbić koniki. Ostatnio jak robiłam mydło z tak małą ilością wody to po 2 godzinach szło wyciągać z foremki (było całkiem twarde) więc teraz koniki trzeba było odbić wcześniej.
W pierwszych mydełkach (foremka ma 12 sztuk) koniki odbijałam po niecałej godzinie i było to stanowczo za późno jak na tak dużą pieczątkę. Mydło zaczęło pękać po bokach co widać na zdjęciach poniżej (mydło po prawej). W następnych partiach skracałam czas aż w końcu doszłam do 20 minut. Dokładnie po 20 minutach mydło było idealne, nie za miękkie i nie za twarde, żeby ładnie odbić w nim pieczątkę a po godzinie szło wyciągnąć z foremki. Co jest dość zaskakujące w porównaniu z całonocnym oczekiwaniem na mydło z większą ilością wody.
IMAG1860
Zrobiłam 48 mydełek, połowę wypełniłam mydłem z dodatkiem węgla aktywnego. Miało być całkiem płasko, ale że za szybko zgęstniało to wyszło wypukłe, co dosyć fajnie wygląda. Resztę spróbuję wypełnić rzadszym mydłem.
IMAG1852
Po dwóch dniach mydło jest tak twarde jak kostka ze sklepu, myje bdb nie wysusza specjalnie jak na świeże mydło. Ph ok 9 a piana jak na obrazku (mogłaby być większa).
IMAG1865
Pozdrawiam Gosia